piątek, 17 lutego 2012

czwarty ♥

Minęło chyba dziwesięć minut, gdy tak trwaliśmy w uścisku. W końcu odsunęliśmy się od siebie. Spojrzałam w jego lekko zaczerwienione i napuchnięte oczy.
-Jak na to wpadłeś ?
-Tak po prostu. Jak zobaczyłem cię w szpitalu to od razu miałem wrażenie, że Cię skądś znam.
-A dlaczego chciałeś, żebym się dowiedziała o tym ?
-No miałem ukrywać to, że jesteś moją siostrą ? niby czemu ?
-No bo ja.. jestem taką normalną dziewczyną, a ty wielką gwiazdą .
-Ale to nie ma znaczenia - uśmiechnął sie do mnie. Przytuliłam go jeszcze.
-Powinnaś odpocząć.
-Nie chce - zaprotestowałam. - już sie wyspałam - posłałam mu ciepły uśmiech. - tylko skorzystałabym z kąpieli jeśli mogę.
-Jasne tylko.. Zanim pójdziesz to może do Ciebie przyjść Louis ? Obiecałem mu, że pierwszy cię odwiedzi jak się obudzisz.
-Louis ? A jemu co ?
-Nie widzisz tego ?
-Czego ?
-No.. zauroczył się. - wyszedł znowu zostawiając mnie samą w tak głupiej sytuacji. To po co dzisiaj jechał spotkać się z Eleanor ? Z przemyśleń jednak wyrwał mnie krzyk !
-Abby ! - wparował Louis i przytulił mnie mocno gdybyśmy się nie widzieli conajmniej rok.
-Żyje niestety.
-Chyba na szczęście.
-Może już mnie puścisz ? - ścisnął mnie jeszcze mocniej, ale po chwili puścił.
-No wreszcie - nabrałam łapczywie powietrza.
-Nawet nie wiesz jak się o Ciebie martwiłem.
-Tak ? A to dlaczego ? - postanowiłam nie być taka uległa.
-No bo.. Emm.. - nie wiedział co powiedzieć - Ty mi uratowałaś życie tak ? A mnie nie było gdy ty je prawie straciłaś.
-Tak tak. No ale Zayn na szczęście czuwał, no i Niall - uśmiechęłam się.
-Właśnie, dlaczego ten przekęty Malik leżał tu z Tobą a nie ja ? - posmutniał. Chciałam mu już powiedzieć, że nie łączy mnie z Zaynem nic oprócz tego, że jest moim bratek, ale postanowiłam go trochę pomęczyć.
-No wiesz.. Kochamy się - puściłam mu oczko a temu szczęka opadła. Zaśmiałam się i przewróciłam oczami. - idę sie wykąpać. Ale chwila nie mam rzeczy na przebranie.
Specjalnie wyszłam z pokoju i szłam w stronę krzyków.
-Zayn, możesz..
-Abby ! - przerwał mi krzyk Loli. Po chwili już wszyscy tulili mnie do siebie.
-Nie mogę oddychać - wykrzyknęłam i natychmiast mnie puścili. - Może dokończę. Zayn, możesz pożyczyć mi jakieś ubranie ?
-Jasne - poszliśmy ponownie do jego pokoju. Na łóżku leżał zdołowany Tomlison. Usiadłam koło niego.
-Co jest ?
-Zarwałem z dziewczyną dzisiaj.
Zatkało mnie. Po to się dzisiaj z nią spotkał ?
-Cz-czemu ?
-Czy to ważne ? I tak nic to nie dało. - po czym wstał i wyszedł z pokoju. Przyszedł Zayn i rzucił mnie ubraniami. Spojrzałam na nie i wyszeczerzyłam zęby.
-Skąd masz te ciuchy ?
-Wiem czemu Louis jest wkurzony. Pomyślałem, że jeśli ubierzesz się jak on i przeprosisz ładnei to go udobruchasz - puścił mi oczko.
-Dzięki jesteś świetny - wstałam, podesżłam do niego i dałam buziaka w policzek. Los chciał, że w drzwiach stał Tomlison. Chyba chciał mi cos powiedzieć, ale wybiegł z pokoju.
-Kurde ! Zayn wykąpie się i powiemy im, że jesteśmy rodzeństwem ok ? A w tym czasie zobaczy co ten Louis wyprawia.
Poszłam się wykąpać. Zamiast odprężyć się robiłam wszystko w pośpiechu, żeby jak najszybciej wszystko wyjaśnić. Po kąpieli i osuszeniu ubrałam czerwone spodnie i białą bluzkę na krótki rękaw w czarne poziome paski. Rozczesując włosy szczotka wplątała się w nie.
-Szlag ! - zagrzmiałam i bite piętnaście minut rozplątywałam je. Gdy doprowadziłam się do ładu poszłam do salonu. Wszyscy tak siedzieli.
-Ładnie Pani Tomlison - skomentował Harry jednak Louis nie patrzył na mnie tylko w dół.
-Zayn, musimy im coś ogłosić prawda ?
-No chyba tak. Chłopak wstał i objął mnie w tali. Wszyscy wyszczerzyli oczy, tylko nie Tomlison.
-Słuchajcie. Ja i Zayn jesteśmy.. - Louis nadal nie patrzym - Tomlison ! - wydarłam sie i wreszcie łaskawie podniósł głowę. - Ja i Zayn jesteśmy rodzeństwem. - nastała cicha. Wszystkim momentallnie opadły szczęki a my z bratem tylko się smialiśmy.
-To żart tak ? Dlatego się śmiejecie ? - zapytał Liam.
-Nie, to nie żart. Po prostu wyglądacie komicznie. Abby to moja siostra ! - wykrzyczał.
-Zayn to mój brat !
Po chwili chyba wszyscy przyjęli to do wiadomości i śmiali się razem  nami oraz pytali jak do tego doszliśmy i skąd w ogóle wiemy. Nie słuchałam ich tylko przepchałam się między Liamem, Harrym i Lolą do fotela na którym siedział już teraz lekko uśmiechnięty Louis. Usiadłam mu na kolanach jakby nigdy nic.
-I co, nadal masz fochy.
-No tak troszkę. - zaśmiałam się i pocałowałam w policzek. - Teraz jest ok - skomentował po czym też dał mu buziaka. Objął mnie w pasie a ja położyłam się na jego klatce piersiowej opierając głowę o jego ramię. Zayn właśnie kończył naszą opowieść. Wszyscy zaczęli klaskać jakby Malik wygłosił podziękowanie za nagrodę oscara. Wyszczerzył zeby w moją stronę.
-Widzę siostra czasu nie marnujesz.
-Mam to po bracie - pokazałam mu język i mocniej wtuliłam się w Lou.
-Taka ciekawa historia, że aż zachciało mi się jeść, wam zresztą na pewno też.
-Niall ! - wypowiedzieli wszyscy z wyrzutem.
-No co ?
-Psujesz nastrój - skarciła go Lola.
Zerwałam się na równe nogi.
-Zupełnie zapomniałam o Monice i Kali. - wzięłam pośpiesznie telefon który leżał na stole i wybrałam numer. Chłopcy chyba zapomnieli o ich istnieniu.
-Monica ?
-A kto ma być ? Z jakiego numeru dzwonisz ?
-Emmm... kogo to telefon ?
-Nialla. - odpowiedział Liam, bo Niall już zamawiał pizze przez telefon.
-Z numeru Nialla.
-Aaa.. -skwitowała.
-Dzwonię do Ciebie z numeru Nialla Horana, członka zespołu One Direction.
-No przecież wiem kto to Niall.
-No nie wierze ! przeszło ci ?
-Troche. Znaczy nie będę się podniecała skoro on mnie nie chce.
-Dobra mniejsza. Słuchaj zaraz przyjadę, bo byłam na plaży z chłopakami i o mało nie utonęłam.
-Że co ?!
-O jejuś ty się o mnie troszczysz !
-Taa chciałabyś.
-Mam nadzieję, że przez ten czas było wszystko ok ?
-Noo troche burdel jest ale poza tym to nic się nie działo.
-Ok zaraz będę w hotelu.
-Nie śpiesz się, tęsknić nie bęe. - i się rozłączyła. Jak tu nadążyć za tym dzieckiem.
-Emm.. dobrze słyszałem, że masz zamiar już sobie jechać ? - zapytał Louis.
-Jeszcze żyjesz ? Myślałam, że masa mojego ciała cię zabije.
-Kobiety - skomentował po czym wywrócił oczami.
-Muszę jechać - chciałam wstać ale Louis tak mocno mnie trzymał, że nie mogłam.
-Puścisz mnie ?
-Hmm.. niech pomyślę.. - zrobił minę myśliciela, po chwili spojrzał na mnie ze złośliwym uśmieszkiem. - nie.
-No ey ! Do siostry się spiesze.
-Tak tak. Słyszałem jak mówiła, że masz się nie spieszyć.
-Łoo grzebiesz sobie Tomlison. Nie ładnie tak podłuchiwać.
-Czy pani Tomlison mi grozi ? - zapytał z głupkowatą miną.
-Pff.. pani Tomlison ? Tak wlewaj sobie dalej.
-Ekhm.. - wskazał palcem swoje ubranie i później moje.
-No ok ok - wywróciłam oczami. - wiem, że wyglądam w paskach lepiej - pokazał mu język.
-Zostaniesz ? - popatrzył na mnie swoimi słodkimi oczkami.
-Nie patrz tak na mnie. - nie odpuszczał. - No Louis ! - nie przestawał. - No ok ! Poddaje się, zostanę. - wyszczerzył zęby w triumfalnym uśmiechu.
-Wiedział, że się mi nie oprzesz.
-Bardzo skromny jesteś.
-Wiem.
Zaśmialiśmy sie obydwoje. Przyjechała pizza. Zjedliśmy śmiejąc się i żarując. Chłopacy zaczęli opowiadać zabawne historie jakie ich spotkały i wpadki jakie zaliczyli. Po zjedzeniu chłopacy włączyli horror. Nie wiem co ich tak w nich kręciło. Mnie zawsze skręcało w środku i później bałam się chodzić po ciemku, bo miałam wrażenie, że ktoś idzie za mną albo mnie goni. Usiadłam między Louisem a Zaynem. Dwie nowopoznane osoby które kochałam. Chwila chwila... Zayna kochałam, fakt, był w końcu moim bratem od kilku godzin, ale Louisa... Nie bez powodu chyba wymieniłam go też... Czy na prawdę był dla mnie kimś ważnym ? Spojrzałam na niego ukradkiem. Tak.. był dla mnie bardzo ważny. Musiał zauważyć, że mu się przyglądam, bo sam skręcił lekko głowę i uśmiechnął się do mnie po czym złapał za rękę. Oparłam się o jego ramię a on o moją głowę. Przekręciłam się jeszcze w stronę Zayna, który wyszczerzył zęby, pokazał ok i głupkowato poruszał brwiami. Wywróciłam tylko oczami.






To tyle. Obiecuję, że w następnych będzie tylko lepiej, bo mam świetny pomysł ;d. Dziękuję za 230 wejść i komentarze ((; Rozdział dedykuje wspaniałej pani Horan ;****

black.character

środa, 15 lutego 2012

trzeci ♥

Potrząsnęłam mocno głową. Stwierdziłam, że może jak będę dla niego milsza to mi wszystko wyjaśni. W tym czasie zdążyłam ponownie zjechać na dół windą. Wyszłam i pobiegłam na górę schodami. Na szczycie myslałam, że wyzionę ducha. Na szczęście zobaczyłam tak samo zdyszanego Nialla.
-Co jest ? - zaptał widząc mnie leżącą na ziemi.
-Umarłam.
Zaśmiał sie i pomógł wstać.
-A ty czemu dyszysz ?
-Twoja siostra sie chyba we mnie zakochała.
-Bardzo możliwe - zaśmiałam się a chłopak nachylił się. Wskoczyłam mu na plecy pomimo iż wiedziełam, że jest padnięty.
-Nie martw się, już ja o to zadbam, żeby się odkochała.
Weszliśmy do pokoju i.. zdębiałam. Wszędzie pierz, i jedzenia, nawet na ścianach.
-Oszaleliście ?! - krzyknęłam, że Niall aż musiał odsunąć się, żeby bębenki mu nie popękały.
-Abby ?! Co ty robisz z Nialle ? - zapytała moja siostra wkurzona.
-Nic - zeszłam mu z pleców i pocałowałam w policzek. - A tobie chyba mówiłam coś, że masz nie wchodzić do mojego pokoju.
-Spadaj, nie będziesz mi rozkazywać.
Wzięłm ją za rękę i poprowadziłam do łazienki. Zatrzasnęłam za nami drzwi.
-Słuchaj mnie teraz uważnie. Nie wiem co jest w tej głowce ale pomyśl. Czy Niall będzie chciał się zainteresować twoją osobą jeśli będziesz mu piszczeć nad uchem ?
-Nie twój interes.
-Monica. Nie karce cię teraz tylko chce Ci pomóc tak. Pozwole ci przyjść następnym razem i w tym czasie się uspokój i zmień ok ?
-No ok. - już chciała wyjść ale zatrzymalam ją bo wpadł mi do głowy pewniem pomysł.
-Ekhm.. Monica. - odwróciła się - Wiesz o chłopakach wszystko tak ?
-No raczej.
-Kiedy urodził się Zayn.
-12 stycznia 1993 roku. Tak jak ty - wyszczerzyła zeby. Serce zabiło mi mocniej. Kurde o co tu chodziło.
-Moge iść ?
-Jasne. Ale do swojego pokoju ma sie rozumieć.
-No wiem - powiedziała ze smutkiem.
-Pożegnaj się.
-Nie musisz mi o tym przypominać.
Więc wróciliśmy do rzeczywistości, że moja siostra się na mnie boczy. Pokręciłam głową.
Wyszłam z łazienki po chwili. Siostry z Kalą już nie było. Lola leżała nadal z Harrym śmiejąc się.
-Ok.. trzeba ogarnąć ten burdel.
-Pomogę ci - zaoferował się Zayn co bardzo mnie zdziwiło. uśmiechnęłam sie do nieg.
-Dzięki.
-No i ja też - włączył sie Louis a po nim Liam, Niall a nawet Lola i Harry którzy zrobili to niechętnie. Po połowie godziny wszystko było mniej więcej ogarnięte.
-Ja muszę się zbierać - oświadczył Liam - mam spotkanie z Danielle. Louis też idziesz z Eleanor ?
-Noo.. - powiedział niechętnie Louis - narazie moja wybawicielko - podszedł do mnie przytulił mocno i dał soczystego buziaka w policzek.
-Przestań z tą wybawicielką - zaśmiałam sie.
-Do zobaczenia - pożegnał się Liam i też dał mi delikatnego buziaka w policzek po czym wyszli.
-Co robimy ? - zapytałam odwracając się na pięcie w stronę chłopaków. Widziałam, że Niall chce już coś powiedzieć ale wyprzediłam go.
-Nie Niall nie idziemy coś zjeść. - chłopak posmutniał a ja zaśmiałam się.
-Jedźmy na plaże - zaproponował Zayn.
-Ok - przytaknęłam choć i tak nie miałam ochoty się kąpać. Lola i Harry wstali. Wyszliśmy z hotelu i po niecałej godzinie byliśmy na plaży. Miejsce które wybrali chłopacy było można by rzec, bezludne. Pewnie żeby nie było fanek wokół. Rozłożyliśmy koc i wszyscy ruszyli do wody oprócz Zayna. Pomyślałam, że to dobry moment. Usiadłam koło niego i objęłam rękoma kolana tak jak on to zrobił.
-Czemu się nie kąpiesz ? - zapytałam głupio.
Spojrzał na mnie i nasze oczy znów sie spotkały. Pomimo, że były takie jak moje to hipnotyzowały.
-Nie umiem pływać - odpowiedział obojętnie. A ty ?
-Może to głupie ale też. I w ogóle boje sie wody. Nigdy niewiadomo kiedy sie straci grunt.
Znów sie TAK zaśmiał. Denerwowało mnie to troche.
-Ale zaryzykuje i ty również - zaśmiałam się i pociągnęłam go za rękę. Chłopak o dziwo się śmiał. Myślałam, że spojrzy na mnie jak na głupka.
-Ale tylko zamoczymy stopy tak ?
-Nie ! do pasa conajmniej - zaśmiałam się. Stanęliśmy na brzegu. Nie wiem czemu byłam taka pewna ale od razu weszłam i zanużyłam się do kolan, a on nadal stał na brzegu.
-No Zayn prosze cie !
Wahał sie ale przełamał i zanurzył tak jak ja.
-Nic strasznego - skomentował.
-Chodź dalej !
-Pewna jesteś ?
-Boisz się ? - od kiedy to ja byłam taka pewna siebie ? Zanurzyłam się dość głęboko.
-Abby ! - usłyszałam krzyk Zayna, zobaczyłam jego przestraszone oczy i rękę wyciągniętą w moją stronę pokazującą coś. Następnie zalała mnie fala i przybiła do ziemi. Noga ugrzęzła mi pod kamieniem. Byłam strasznie spanikowana. Powietrza coraz mniej. Noga ugrzęzła. Woda szczypała w oczy. Miałam mroczki przed oczami. Ostatnie zapas tlenu. Zobaczyłam ciemność. Coś mnie pochłonęło i nie czułam już nic.


***


-Oddychaj ! Oddychaj prosze Cię Abby ! - słyszałam znajomy głos Loli. Wyplułam wodę, która podrażniła mi gardło. Wręcz wypaliło.
-Jezu Abby ! - krzyknął Zayn i przytulił mnie mocno do siebie. Miałąm dość jego nastrojów. Spojrzałam na niego i już chciałam mu wygarnąć gdy zobaczyłam lekko spuchnięte oczy. Płakał ? Czemu ?
-Co się.. co sie stało ? - wychrypiałam. Gardło niesamowicie drapało.
-Prawie utonęłaś, szczęście, że Zayn zna pierwszą pomoc - wytłumaczył Niall.
-Uratowałeś mnie ? - zwróciłam sie do mulata.
-Z wody wyniósł Cię Niall, ale tak, zrobiłem ci sztuczne oddychanie.
-Dziękuję ci - przytuliłam sie do niego. nie wiem czy dlatego, że było mi zimno czy dlatego, że gdyby nie on, no i Niall, nie żyłabym już prawdopodobnie.
-Nie ma za co. Nie wiem co bym zrobił jakbyś nie odzyskała przytomności. - już miałam coś powiedzieć dy Malik mi przerwał. - jedźmy na pogotowie.
-Nie ! - zaprotestowałam. - nic mi nie jest.
Chłopak wziął mnie na ręce i niósł w stronę auta.
-To jedziemy do naszego domu.
-Wystarczy do hotelu.
-Nie. - zaprotestował. Wpakował mnie do auta. Zasnęłam niewiadomo kiedy.
Obudziłam się w nieznanym pokoju. Duże łóżko a koło mnie.. Malik.. Spojrzałam na zegarek w komórce. 17. Wstałam i wyszłam do łazienki. Wybrałam numer mamy.
-Hej słoneczko. Jak tam ?
-Super. Mamo mam pytanie.
-Tak ?
-Przepraszam, ale musisz mi na to pytanie odpowiedzieć.
-Yhm..
-Jak ma na imię mój ojciec.
-Kochanie..
-Odpowiedz prosze ! - powiedziałam lekko podniesionym głosem.
-Twój ojciec ma na imię Javadd. Dlaczego tak musisz to wiedzieć ? - zapytała z wyrzutem. Wiedziałam, że będzie pytać.
-Nieważne. Dzięki - i rozłączyłam się. Wiedziałam, że będzie wydzwaniać do mnie albo siostry i pytać o co chodzi. Wyszłam z łazienki po cichu, ale zauważyłam, że Zayn leżał rozbudzony na łóżku.
-Zayn.. - zaczęłam - mogę o coś spytać.
Pokiwał głową.
-Jak ma na imię twój tata ?
-Javadd.
Serce mi przyspieszyło. Po chwili czułam, że łzy napływają mi do oczu.
-Wiem, że to głupie ale czy ty.. czy my mamy ze sobą coś wspólnego ? - zapytałam a głos mi się łamał. Malik przełknął nerwowo ślinę.
-Wydaję mi się, że.. jesteś moją siostrą. Bliźniaczką.
W następnej chwili po prostu podeszłam do niego, przytuliłam do siebie i rozpłakałam się. Tak. Teraz to czułam. Byliśmy ze sobą blisko. Miałam brata. I to jakiego ?! 1/5 One Direction. Byłam na prawdę szczęśliwa. Czułam, że Zayn też lekko drży. Płakał.








Brawo ! Zgadliście kim jest Zayn dla Abby ! ((; Jutro postaram się o czwarty rozdział. ((; Komentujcie i piszcie czy sie podoba qq;

black.character

wtorek, 14 lutego 2012

drugi ♥

-Gdzieś ty była ?! - usłyszałam wkurzoną Lolę.
-A uwierzysz ? - zapytałam zamykając za sobą drzwi.
-No nie wiem.
-Ok. Bświadkiem pobicia. Okazało się na końcu, że to jeden z One Direction, tak w zasadzie to Louis. No i był nieprzytomny, zadzwoniłam po karetke, wykonałam sztuczne oddychanie ratując mu życie,  odwiedziałm go w szpitalu i poznałam reszte kolegów. Tadam - zakończyłam opowieść teatralnie machając rękami. Przez chwile moja przyjaciółka nie kontaktowała.
-Całowałaś Louisa Tomilsona ?
-Ty ty wiesz jak mają na nazwisko ?
-No bo ten.. wiesz..
-Wiedziałam, że Ci się podobają !
-No ok.. ale nie mówiłam bo wiedziałam, że będziesz wkurzona.
-A teraz jestem ? - przytuliłam ją. - który ci się tam podoba ?
-Harry..
-No no.. ładnie - wyszczerzyłam zęby. - ey ide zajrzeć do tej obok i zobaczyć co robią.
Wyszłam z pokoju i powędrowałam do sąsiedniego.
-Monica ? - zapytałam. Usłyszałam śmiech z balkonu. Poszłam tam i nie wierzyłam własnym oczom. Moja siostra paliła.
-Co ty wyrabiasz ? - zapytałam z wyrzutem.
-Nie widać ?
Wzięłam papierosa i wyrzuciłam.
-Ey !
-Nie pyskuj. Dzisiaj nigdzie nie wychodzisz !
-Ta już widze jak mi zabraniasz.
-Ok.. - wzięłam ją podstępem. - to nie poznasz moich nowych kolegów.
-Haha ! akurat mi na tym zależy bardzo.
-Ok nie to nie.. Myślałam, że lubisz Louisa, Harrego, Zayna, Liama i Nialla.
-Czekaj czekaj. rzecież to są chłopcy z One Direction. Skąd ty w ogóle wiesz jak się nazywają ?
-Nawet wiem jak wyglądają. - powiedziałam i opuściłam pokój.
-Abby ! - usłyszałam krzyk Monicy na korytarzu.
-Nie proś - skwitowałam i zatrzasnęłam za sobą drzwi do pokoju. Waliła w nie chwile ale odpuściła.
-Idę spać - oznajmiłam Loli, która już prawdopodobie też spała.


Tydzień później


Piękny dzień. Dziwne jak na Anglię. Stałam właśnie na balkonie paląc fajkę gdy nagle usłyszałam trzask drzwi, kilka donośnych krzyczących głosów i pisk Loli. Na balkon szybko wbiegł Niall.
-Hej - przywitał się uśmiechając słodko. Mina mu zrzedła jak zobaczył fajkę. Szybko wyrzucił ją i w tym samym momencie wparował louis z wielkim uśmiechem na ustach.
-Co robicie ? - zapytał
-Nic. - odparłam. Czemu Niall zareagował tak agresywnie ? - widzę kaleka wróciła do zdrowie - powiedziałam i zaśmiałam sie.
-Tylko nie kaleka ! - podszedł do mnie, przytulił i pocałował w policzek. Weszliśmy do pokoju a w drzwiach zobaczyłam Monice i Kalę.
-Co tu ? - zapytała i zamurowało ją. Zaczęła piszczeć i krzyczeć.
-Nie drzyj sie ! - skarciłam ją.
-Jezu to wy to.. Harry.. Liam.. Aaaa ! Louis !
Podeszłam do niej i wyrzuciłam ją za drzwi razem z Kalą.
-Abby idiotko otwórz mi drzwi !
-Dorośnij dziecko !
-Ey ja lubie dzieci - zaśmiał się Louis. - może tatuś się nię zaopiekuje - wskazał Liama który wytrzeszczył oczy.
-Nie dzięki.
Dopiero teraz zauważyłam Zayna który wciąż mi się przyglądał. Denerwowało mnei to nie powiem.
-Rozgoście się - to był błąd. - W mgnieniu oka pokój przerodził się w meline. Lola siedziała już na łóżku z Harrym obok. Niall przyniósł ogromną górę jedzenia a Louis podbiegł do mnie przepełnipny szczęściem.
-Co jest ? - zapytałam
-Czy ty lubisz marchewki ? - zapytał.
-Yyy.. tak, bardzo.. czemu takie głupie pytanie.
-Kocham cie ! - wykrzyczał po czym podniósł mnie i zaczął biegać po pokoju.
-Louis o co ci chodzi ?!
-Puść ją - rozkazał Niall z pełnymi ustami jedzenia.
W końcu zostałam zdjęta z pleców Louisa przed... Zayna.
-Dzięki.
-Nie ma za co - uśmiechnął sie do mnie. Pierwszy raz widziałam, żeby się śmiał.
-Louis kocha marchewki i przez nie dostaje kopa i to niezłego. - wyjaśnił Malik
Teraz dopiero przyjrzałam się Tomilsonowi. Cieszył sie jak małe dziecko na widok zabawki. Wyglądał jak mały królik z marchewką. Zauważyłam, że Zayn wszedł z pokoju bez słowa. Wzruszyłam tylko ramionami. Usiadłam koło Liama.
-Tatusiek ? - powiedziałam z sarkazmem.
-No bywa. Któś musi upilnować to.. stado.
-Słuchaj.. a.. czy Zayn zawsze jest taki małomówny ? - zapytałam. Starałam sie aby ton mojego głosu był obojętny.
-Właśnie nie. I to mnie dziwi. Nie wiem co jest.
-Może sprawdze ?
-Jasne.
Tylko na to czekałam. Musiałam w końcu zapalić bo tego papierosa którego wyrzucił mi Niall ledwo zaczęłam. Wyszłam z hotelu i zauważyłam że stoi tam też Zayn, plecami do mnie. Widziałam dym ulatniający się od niego. Poczułam zapach tytoniu. też palił ? Rozmawiał przez telefon.
-Mamo wydaje mi się, że ją znam. Może mamy jednych ojców. Jak nie mów tak. Mamo nie zapytam się jej. Ok kończe. - i się rozłączył. Podeszłam do niego.
-Cześć
-Cz-cześć - odpowiedział zmieszany. Zapaliłam papierowa i spojrzałam w jego oczy. Czułam, że kolana mi zmiękły. Jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć? Były takie same jak moje. Spojrzał na moje włosy.
-Ładne - skomentował co było bardzo dziwne i chciał już je dotknąć ale ja uchyliłam głowę.
-Nie lubie jak ktoś je dotyka - wytłumaczyłam widząćzmieszanie chłopaka. Zaśmiał sie tylko. Zaciągnął się ostatni raz, zgasił papierosa i poszedł do hotelu. Był bardzo dziwny.
-Abby ratuj ! Twoja siostra ! - usłyszałm krzyk Louisa. Znowu nie zdążyłam zapalić. Zgasiłam papierosa i pobiegłam do góry. Zamykała sie właśnie winda w której jechał Zayn jednak zdążyłam przytrzymać drzwiczki. Jechaliśmy w milczeniu.
-Ok powiedz o co ci chodzi ? - zapytałam w końcu nie wytrzymująć.
-Nie rozumiem.
-Nie udawaj głupka. Cały czas się na mnie patrzysz, i słyszałam rozmowę twoją z twoją mamą.
-Posłuchaj, akiego koloru masz oczy ?
-No.. czekoladowe.. - nie rozumiałam do czego dąży.
-A ja ?
-No chyba też.
-Jaką masz karnację ?
-Taką jak ty. - odpowiedziałam bo wiedziałam jakie będzie następne pytanie
-A twoja siostra ?
-Jest biała jak trup - zaśmiałam sie lekko.
-Kiedy sie urodziłaś ?
-12 stycznia 1993 roku.. Ale czemu o to pytasz ? - nadal nie rozumiałam o co mu chodzi.
-Znasz swojego ojca ?
-Nie. - miałam wrażenie, że zna odpowiedź na to pytanie. Ale ja go nadal nie rozumiałam. Zaśmiał sie jak wtedy rzed hotelem.
-No i .. ?
-Pomyśl - powiedział po czym pocałował mnie w czoło i wyszedł w windy której drzwi własnie sie otworzyły. Zostawił mnie samą z mętlikiem w głowie.




Podoba się ? ((; Piszcie w komentarzach ((; Jak mylicie o co chodzi z Zaynem i Abby ?


Dużo miłości na walentynki <333 ♥

black.character

niedziela, 12 lutego 2012

pierwszy ♥

-Nie nie i jeszcze raz nie ! - krzyczałam na siostrę która wpadła na najgłupszy pomysł na świecie.
-No proszę cie ! Kilka godzin w samolocie i tyle ! Pochodzisz po Londynie może poznasz kogoś. Mam już dość wakacji w LA. Bez sensu być na wakacjach tam gdzie się mieszka - naburmuszyła się Monica.
-Nie kłam. Wiem, że tam chcesz jechać tylko po to, żeby jakimś cudem wpaść na tych gości z One Direction !
-Nie prawda !
-Co się tu dzieje !? - zapytała mama podniesionym głosem.
-Mamo proszę mogę jechać na wakacje do Anglii ? - zapytała robiąc minę szczeniaczka.
-Tylko z siostrą.
-Mamo ! Ale ona nie chce jechać.
-Abby jedziesz z siostrą. I tak nie miałaś żadnych planów.
-Dzięki wielkie ! - odgryzłam się. Nie zamierzałam protestować. Mama zrobiłaby wszystko dla Monicy. Była jej córką z drugiego małżeństwa a ja z pierwszego. Mój ojczym jest ok, tatę ledwo pamiętam, wiem tylko, że zostawił mamę...
-Mamo ! A mogę wziąć ze sobą Kalę ?
-Jeśli jej rodzice się zgodzą to czemu nie.
-Co jeszcze ?!
-Kochanie nie bulwersuj się. Weź ze sobą Lole.

Tydzień później...

-No dalej, bo nie zdążymy na samolot ! - krzyczałam poganiając siostrę.
-Biegnę już !
Po drodze zgarnęłyśmy Lole i Kale. Też były siostrami więc Lola nie miała łatwo tak jak ja. Niecałą godzinę później byłyśmy już w samolocie. Na szczęście siostra z przyjaciółką siedziały kilka siedzeń dalej, więc nie słyszałyśmy za bardzo pisków na temat tego jak super będzie w Anglii. Lola nie była zbyt rozmowna wiec zasnęłam niewiadomo kiedy.
-Abby ! Wstaniesz w końcu ?! - ktoś krzyczał i trząsł mną. Nie moja wina, że miałam zawsze twardy sen.
-Co jest ?
-Wysiadamy. - ożywiłam się. - już ?
-Przespałaś całą podróż.
-Ok..
Godzinę później stałyśmy już przy recepcji hotelu w którym miałyśmy mieszkać. Wzięłam dwa klucze i jeden z nich dałam Monice. Szczęście, że miałyśmy inne pokoje. Niestety koło siebie. Rozpakowałyśmy się. Zrobiło się ciemno ale postanowiłam wyjść po zakupy. Zakupiłam wszystko w markecie i w drodze powrotnej miałam zapalić. Już wyciągałam zapalniczkę i paczkę papierosów gdy usłyszałam jakieś krzyki. Schowałam się za budynkiem i wyjrzałam. Trzech gości masakrycznie kogoś biło. Nie chciałam podchodzić bo nic bym nie zrobiła tylko sama oberwała o ile nie gorzej. Odczekałam aż poszli. Potem podbiegłam szybko do ofiary. Był to chłopak. I to jaki ! Zamurowało mnie. Był to jeden z tych z zespołu siostry. Byłam wzrokowcem a jej plakaty były na każdej ścianie w pokoju.
-Myśl, spokojnie, myśl ! - przypominałam sobie w głowie pierwszą pomoc.
-Słyszysz mnie ?! - potrząsnęłam nim za ramiona. Nie odzywał się. Sprawdziłam mu oddech. Nie oddychał. Wyjęłam szybko telefon i zadzwoniłam na pogotowie. Szczęście, że byliśmy na ulicy przy hotelu. Inaczej nie znałabym adresu. Ok.. Teraz musiałam wykonać masaż serca. Kiedyś już tak pomogłam poszkodowanemu. Nie brzydziłam się ludzi chociaż ten miał pokrwawioną twarz. Ucisnęłam klatkę piersiową i wdmuchałam dwa razy powietrze do ust. Po trzech powtórzeniach chłopak łapczywie zabrał powietrza i zaczął kaszel.
-Spokojnie, oddychaj. - podtrzymałam mu głowę.
-Kim jesteś ? - zapytał ochrypłym głosem. Usłyszałam karetkę.
-Abby. Karetka już jedzie.
Ratownicy wpakowali go do karetki. Wróciłam do hotelu i położyłam się spać bez słowa. Rano wstałam, zjadłam śniadanie i powiedziałam dziewczynom, że muszę gdzieś iść i ,że później wszystko im wyjaśnię. Pobiegłam do szpitala. Nie wiem czemu chciałam być przy tym chłopaku. Chciałam wiedzieć jak się czuje. W szpitalu pokazali mi oddział i pokój. Weszłam i usiadłam na krześle. Po chwili chłopak otworzył oczy.
-To ty ?
-Przepraszam, że cie obudziłam.
Przyszedł jednak lekarz.
-To pani wczoraj go uratowała?
-Tak.
-Gdyby nie pani, chłopak by już nie żył. Dobra robota - i wyszedł. Zatkało mnie.
-Dziękuję ci bardzo. Teraz jestem już twoim dłużnikiem do końca życia.
Zaśmiałam się.
-Louis - podał mi rękę.
-Abby - uścisnęłam ją.
-Dzięki, że wpadłam tylko, że zaraz mają przyjść..- ale nie skończył bo do pokoju wparowało 4 chłopaków. Jak mnie zobaczyli stanęli jak wryci.
-Cześć - powiedziałam głupkowato i pokiwałam im.
-To moja wybawicielka - powiedział Louis z dumą.
-Ach to ty ! - wypowiedział jakby z ulgą chłopak w kręconych czarnych włosach po czym podszedł i podał mi rękę.
-Harry jestem.
-Abby.
Po chwili podeszła reszta.
-Niall - przedstawił się blondyn.
-Liam - powiedział wysoki ciemnowłosy blondyn o bardzo miłym głosie.
-Zayn - przedstawił się ostatni. Uścisnął moją dłoń bardzo delikatnie. Wciąż patrzył na mnie tak dziwnie. Podejrzanie a zarazem z zachwytem.
-Gdyby nie ona, już bym nie żył - oświadczył Lou.
-Na prawdę ? - zapytał jeszcze bardziej zdziwiony Zayn.
Pokiwałam głową.. Głupio mi było, że uważają mnie za jakąś bohaterkę.
-Jesteś wielka - oświadczył blondyn. zaśmiałam się tylko.
-To ja już się zbieram. Nie będę wam przeszkadzać.
Louis złapał moją rękę zanim wstałam.
-Dziękuje. I nie żartuje, teraz już się od ciebie nie odczepię.
-Dobrze dobrze, najpierw wróć do zdrowia.
-Daj mi swój numer albo adres a przybiegnę jak tylko wyzdrowieje.
Zapisałam i jedno i drugie na kartce i dałam chłopakowi.
-Zdrowiej - oświadczyłam i pocałowałam go w policzek po czym słodko się uśmiechnął. Wyglądał jakby już był zdrowy.
-Na razie chłopaki - pokiwali mi tylko. Wyszłam z pokoju po czym usłyszałam głośne krzyki i głupie komentarze. Zaśmiałam się i wróciłam do hotelu.